W naszej szkole wydarzyło się coś, co spokojnie mogłoby konkurować z pokazem mody… tylko zamiast ubrań – główną rolę grały nośniki książek. Tego dnia plecaki zostały oficjalnie „zwolnione z obowiązku”, a uczniowie musieli wykazać się kreatywnością.
Efekt? Absolutny chaos – oczywiście w najlepszym wydaniu. Po korytarzach spacerowali uczniowie z książkami w koszykach jak na piknik, torbach zakupowych rodem z supermarketu, a nawet w etui na gitarę, jakby zaraz mieli zagrać koncert matematyki. Byli też tacy, którzy poszli o krok dalej – ktoś próbował zmieścić zeszyty do… wiatraka (do dziś nie wiemy jak), a inni przynieśli walizki, jakby wybierali się na tygodniowe wakacje zamiast na lekcję historii.
Ale prawdziwe gwiazdy dnia? Zdecydowanie taczka, kosze na pranie… i szuflady! Jeden z uczniów dumnie wjechał do szkoły z pełną taczką książek, jakby właśnie kończył remont zamiast zaczynał lekcję. Inni postawili na kosze na pranie – wyglądało to tak, jakby zamiast zeszytów nieśli świeżo wyprane ubrania prosto z suszarni. A absolutnym hitem były szuflady – tak, prawdziwe szuflady! Wyglądało to tak, jakby ktoś wyjął kawałek komody z domu i stwierdził: „to będzie mój plecak”.
Najlepsze było to, że nauczyciele próbowali zachować powagę, ale widok ucznia wyciągającego podręcznik z szuflady albo „parkującego” taczkę pod klasą skutecznie to utrudniał. Śmiechu było co niemiara, a dzień zdecydowanie przeszedł do historii szkoły jako jeden z najbardziej absurdalnie genialnych.
Wniosek? Plecak to nuda. Kreatywność – poziom ekspert!














